Bł. Michał Sopoćko

Z książki bł Michała Sopoćko: „Dar Miłosierdzia: Listy z Czarnego Boru”

List 1: Przygotujcie grunt pod Moc z wysokości
List 2: Wypełnić wolę Bożą jak najdokładniej
List 3: Doświadczamy Miłosierdzia okazując je innym
List 4: Nasze obowiązki wobez Jezusa Eucharystycznego
List 5: Kierownictwo duchowe drogą do doskonalenia się
List 6: Maryja Matką Miłosierdzia
List 7: Dobra spowiedź ujawnia miłosierdzie Boże

List 1: “ Przygotujcie grunt pod Moc z wysokości” bł. Michał Sopoćko

Jezu, ufam Tobie!

Już drugi tydzień przebywam z woli Bożej w odosobnieniu na łonie natury, z której – jak z księgi żywej – czytam i wielbię nieskończoność Miłosierdzia Bożego. Jednocześnie myślą przebiegam kraj cały, pogrążony w żałobie, łączę się ze wszystkimi cierpiącymi rodakami po całym świecie i widzę w duchu, jak Miłosierdzie Pańskie rzeźbi w ich duszach bohaterskie cnoty, potrzebne do zadośćuczynienia i przeproszenia – do ubłagania i dziękowania niewypowiedzianej dobroci Bożej za wszystko -, do zdobycia nowych łask i zasług na przyszłość, by już „Miłosierdzie Boże wychwalać na wieki”.

Widzę w duchu jak Dobroć Przedwieczna szczególnie rzeźbi te cnoty w duszach wybranych, szczególnie ukochanych, żyjących pod regułą zakonną, które się wyrzekły świata, złudnych dóbr jego, woli własnej, i oddały się bez zastrzeżeń najmniejszych ugruntowaniu Królestwa Bożego w sobie i szerzeniu go wśród innych po całym świecie.

Królestwo Boże jest Królestwem ducha, gdyż wznosi cudowne swe gmachy na fundamencie położonym przez ducha Bożego. Ludzie cieleśni, żyjący wyłącznie życiem cielesnym, nie staną się pomocnikami Pana w budowaniu wiecznej Jerozolimy Jego. Trzeba wziąć ducha, zaprzeć samych siebie, aby zrozumieć, czego od nędzy naszej żąda Król Miłosierdzia, – trzeba temu duchowi poddać wszystkie władze cielesne, zharmonizować całą swoją naturę, poddać wolę swoją woli Bożej i w ten sposób przygotować grunt pod „moc z wysokości”, która sprawia, że czyny nasze stają się czynami Chrystusa, bo „żyję ja, lecz nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”, jak powiada Apostoł Narodów.

Królestwo Boże na ziemi widome jest to Kościół katolicki, rządzony kodeksem Ducha Świętego. Jest to przedziwna budowa, wsparta o niebiosa i ziemię, a łącząca w sobie świat doczesny z wiekuistością. „W domu Ojca mojego jest mieszkań wiele” powiedział Zbawiciel, mając na myśli swą Oblubienicę Kościół Powszechny, który do licznych swych krużganków wprowadza wszystkie narody, rozmaite stany, rozmieszczając je odpowiednio do zasług i zadawalając wszystkich. Są tacy, co zaledwie stanęli na progu i olśnieni blaskiem i pięknością przedsionka niecącą wchodzić dalej: wystarczy im szare półmrocze, by się napawać szczęściem niewidzialnego jeszcze, ale wyczuwanego Pana. Są tacy, co tęsknią za komnatami i wkraczają do większej światłości, a gdy napotykają przeszkody, przezwyciężają je znojnie jak mrówki. Pan Miłosierny widzi ich wysiłek i chętnie otwiera podwoje łask swoich i przychodzi z pomocą. Są i tacy, co pragną wkroczyć w komnaty najdostojniejsze, gdzie zasiada na tronie sam Władca – biegną jak oblubienice do oblubieńca. Ci ostatni najbardziej są umiłowani, byle tylko mieli odpowiednią szatę godową.

Gdy rozmodloną myślą wgłębimy się w ten cudowny system dzieł pańskich, łatwo zrozumiemy, że życie zakonne jest jedną z form koniecznych wśród rozmaitych sposobów oddawania hołdu Królowi Miłosierdzia, że jest to jedna z najbliższych komnat prześwietnej Sali tronowej, że tam powołani są ulubieni Syna Bożego, oblubienice Króla Miłosierdzia, do którego biegną z radością wielką, przyodziane szatą czystości anielskiej, pokory w posłuszeństwie i wyrzeczenia się w ubóstwie. Prawda, że w każdej duszy nawet w wirze świata żyjącej, może być ugruntowane Królestwo Boże, bo wszyscy chrześcijanie katolicy są wezwani, ale wśród wezwanych nie wszyscy wybrani, a wśród wybranych każdemu z osobna naznaczona jest placówka i praca. Apostołom powierzył Chrystus rozmaite zadania i w różnych komnatach twierdzy swej ich postanowił: Piotra uczynił opoką, a Janowi dozwolił usnąć miłośnie na swym Sercu, a Filipowi jednym słowem nakazał opuścić wszystko, aby szedł za Nim. W kazaniu zaś na górze postanowił Król Miłosierdzia rozmaite stopnie pragnień doskonałości i uwielbienia Ojca Przedwiecznego, wskazując głównie na jeden Jego przymiot i polecając przede wszystkim pod tym względem go naśladować: „Bądźcież wy miłosierni, jako i Ojciec wasz Niebieski miłosierny jest”. To już nie rada ewangeliczna, lecz nakaz, od którego nikt nie może być wolny – to przykazanie, a zarazem konieczny warunek doskonałości – to komentarz na inne słowa Mistrza „Bądźcie doskonałymi jako i Ojciec Mój Niebieski doskonały jest”. W czym bowiem może lepiej ujawniać się doskonałość, jeżeli nie w rozważaniu Miłosierdzia Bożego i płaceniu długu wdzięczności przez miłość Boga, – jeżeli nie w naśladowaniu tego Miłosierdzia w uczynkach miłosiernych względem ciała i duszy bliźnich? Toteż zrozumiałą jest rzeczą, dlaczego obecnie dusze, pragnące stanąć najbliżej Miłosiernego Pana – wejść do najjaśniejszej komnaty tuż przy sali tronowej – mają się zobowiązać czwartym ślubem miłosierdzia – przyoblec się w nową szatę godową, by bezpośrednio czerpać Miłosierdzie z otwartego Serca Oblubieńca i rozdawać je innym ludziom.

Jeżeli chodzi o przedmiot tego ślubu, on jest jak najbardziej wyraźny, gdyż sam Zbawiciel go skonkretyzował: „Byłem głodny a nakarmiliście mię…” itd. Przedmiotem tedy tego ślubu będą uczynki miłosierne względem ciała /łaknącego nakarmić, pragnącego napoić, nagiego przyodziać, podróżnego w dom przyjąć, więźnia wspomóc, albo wykupić, chorego nawiedzić i umarłego pogrzebać/ i względem duszy bliźniego /grzeszących upominać, smutnych pocieszać, nieumiejętnych nauczać, wątpiącym dobrze radzić, urazy darować, cudze przywary cierpliwie znosić oraz modlić się za żywych i umarłych/. Jest to obszerny zakres i głęboka treść, wystarczająca zarówno dla zakonu kontemplacyjnego, jak i dla rozmaitych zgromadzeń czynnych, obejmuje bowiem całokształt chrześcijańskiego życia, stanowi istotę każdego zakonu, tym bardziej może być przedmiotem ślubu czcicieli i szerzycieli kultu Miłosierdzia Bożego.

Winszuję Wam, Drogie w Chrystusie Siostry, szczególniejszej łaski Miłosierdzia Bożego, która się ujawniła w powołaniu waszym. Wybranki Serca Jezusowego, filary przyszłego zakonu, powierniczki tajemnic Bożych, upragnione i wymodlone od lat 5 codziennie w każdej Mszy św., do was przede wszystkim stosuję słowa Mistrza: „Wy jesteście światłością świata i solą ziemi, ale jeżeli sól zwietrzeje, czymże ziemia soloną będzie?” Ufam, że nie zwietrzeje, że przy pomocy Miłosierdzia Bożego wzrastać będzie w cnoty, pogłębiać wiedzę teologiczną, zaprawiać się w uczynkach miłosierdzia, a na początku przede wszystkim ćwiczyć się w żalu habitualnym za grzechy, uznając swoją niegodność i niewspółmierność sił wobec takiego zadania, a pokładając bezgraniczną ufność w Miłosierdziu Bożym. Tylko bowiem w duchu pokuty i miłości winna dojrzewać latorośl wszczepiona w winny szczep, aby przyniosła swój owoc. Duch pokuty winien być dewizą – myślą przewodnią całego roku w nowicjacie: „A jeśli pokutować nie będziecie pospołu zginiecie”, powiedział Zbawiciel. On sam podjął surową za nas pokutę i wymaga pokuty od swych sług i służebnic: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie krzyż swój i dźwiga go na każdy dzień”. Nie chodzi tu o wyszukiwanie jakichś nadzwyczajnych praktyk pokutnych, których wyjątkowo tylko można by było podjąć się za zezwoleniem kierownika sumienia i mistrzyni bez uszczerbku dla zdrowia, – ale o ducha pokuty w znoszeniu cierpliwym rozmaitych małych krzyżyków codziennie z poddaniem się woli Bożej: „Ofiarą Bogu duch strapiony, sercem skruszonym i upokorzonym, Boże nie wzgardzisz”, wola Psalmista natchniony. Ten duch pokuty może w ciągu roku przybierać różne odmiany, jak np. w pierwszym miesiącu nowicjatu może się ujawniać w przyjmowaniu milcząco słusznych, a nawet niesłusznych uwag ze strony otoczenia; w drugim – w unikaniu najmniejszych podejrzeń, posądzeń bliźniego uważając siebie za coś gorszego; w trzecim w unikaniu pociech od osób drugich w niepowodzeniu; w czwartym – w unikaniu pociech duchowych w rozmyślaniu i modlitwie; w piątym – w niezniechęcaniu się z powodu wykrycia upadków i niedoskonałości; w szóstym – w cierpliwym znoszeniu przykrości z powodu zmian pogody /gorąca czy zimna / lub z powodu obcowania z bliźnimi o ujemnych cechach charakteru itp.

Oprócz ducha pokuty należy ćwiczyć się w miłości prawdziwej bliźniego w stosunku do najbliższego otoczenia, gdyż tylko z miłości mogą wypływać uczynki miłosierne względem ciała i duszy. Nadto winna być bezwzględna szczerość względem swych kierowników i mistrzyń, które na razie zastępują przełożonych i z którymi trzeba się, starać często obcować, prowadząc rozmowy duchowne. Przyzwyczajać się czynić wszystko nie tylko dobrze, ale z pewnym zapałem; możliwie wybierać lepsze rzeczy z pośród dwóch dobrych; a przede wszystkim czuwać pilnie nad czystością sumienia, by przy rachunku sumienia coraz i coraz mniej spostrzegać powszednie grzechy, których zupełnie uniknąć sami nie potrafimy, a tylko za pomocą szczególniejszej łaski Bożej. W tym celu trzeba rozwijać w sobie ducha modlitwy.

Nie sposób jest przelać na papier w takich warunkach tego wszystkiego, co bym chciał. W codziennej modlitwie i w każdej Mszy świętej będę nadal błagał Miłosiernego Pana o światło dla Was i Waszych Kierowniczek i Kierowników. Ufam, że Jezus będzie miał to dzieło w swej opiece, bo wszak z Jego Serca Miłosiernego ono wyszło. Ufam, że niedługo otworzą się warunki lepszej pracy, a teraz dziękujmy Bogu za wszystko i ufajmy Jego Miłosierdziu. Pozdrawiam w Panu SS. Faustynę, Benignę, Konsoletę, Helenę i jeszcze dwie, których imiona już są wypisane u Pana, chociaż dla mnie nieznane, a które 11.IV br. zechcą rozpocząć nowicjat. Polecam się modlitwom.

Ks. Michał. 13.III.42 r.

Nasze odpowiedzi na treść listu:

Przebywanie na łonie natury zawsze daje odczuć bliskość Boga i pomaga doświadczyć Jego Miłosierdzia. Jest to czas potrzebny każdemu zabieganemu człowiekowi, by sobie przypomniał na czym to nasze życie naprawdę polega. Przebywając w takim odosobnieniu pisze swój list bł. Michał Sopoćko.

Bł. Michał Sopoćko w swoim liście odnosi się do ówczesnej sytuacji w kraju, który znajdował się pod okupacją. Jednak my teraz możemy przenieść te słowa do obecnych czasów. Przecież Polska, choć niepodległa, a jednak cierpiąca jest z powodu wewnętrznych konfliktów o władzę, prawa, czy coraz bardziej zaznaczającą się walkę z Kościołem. Jak mamy zachować się w takiej sytuacji my – katolicy? Musimy świadczyć swoją postawą, nie milczeć, nie zgadzać się na zło dziejące się wokół nas. Tylko w taki sposób dostąpimy Miłosierdzia Bożego, zdobędziemy łaski i zasługi w oczach Ojca.
Słowa bł. Michała Sopoćki, choć skierowane do sióstr zakonnych, my – jako wspólnota, możemy odnieść do siebie. Autor pisze, że nie ma innej drogi, by przygotować grunt pod “moc z wysokości”, jak tylko poprzez zaparcie się siebie samych i zaprzestanie życia wyłącznie sprawami cielesnymi. Jakże wielkie jest to zadanie dla nas WAMowiczów, by zaczynając od siebie, wyjść do otoczenia i pokazać jak ważny jest duch, a nie tylko ciało, zgodnie ze słowami pieśni tak często przez nas śpiewanej: “Już nie ja żyje w sobie sam, ale we mnie żyje Chrystus Pan”.

Chrystus każdemu ze swoich wiernych powierzył w Kościele inne zadanie. Myślę, że i my mamy specjalne zadanie do wykonania jako wspólnota – wspólnota ludzi różnych pod względem wieku, zawodu, upodobań, żyjących i pracujących w różnych środowiskach. W czasach kiedy Kościół sprowadzany jest do roli instytucji, wytyka się mu różne błędy i próbuje wyłączyć z życia społecznego, naszym zadaniem jest przypomnieć, że przecież Chrystus umiłował Kościół, nazwał Go swą oblubienicą. Trzeba pomóc tym, którzy stoją na progu, w półmroku Kościoła, wejść do środka, by doświadczyć światłości Boga. Jakże ważne jest aby to wszystko czynić w duchu miłości bliźniego. Zasługą nie są uczynki względem duszy i ciała wobec tych, którzy są naszymi przyjaciółmi. Pamiętajmy o każdym napotkanym człowieku, również tym trudnym. Bo w każdym bliźnim jest odbite oblicze Chrystusa. A gdy staniemy z Panem twarzą w twarz, zada nam pytanie: dlaczego nie pomogliście mi gdy byłem głodny, nagi, w więzieniu…? Pamiętajmy z jak wielkim szacunkiem Jan Paweł II traktował każdego człowieka, niezależnie od jego wyznania, poglądów politycznych, przynależności do grupy społecznej, stanu zamożności czy wykształcenia.

Bł. Michał Sopoćko tak wielką nadzieję w nas pokłada, przypominając słowa Ojca: “Wy jesteście światłością świata i solą ziemi, ale jeżeli sól zwietrzeje, czymże ziemia solona będzie?” Starajmy się Go nie zawieźć, a poprzez dźwiganie swoich małych krzyżyków każdego dnia, stawać się bardziej otwartymi na bliźnich, abyśmy mogli w pełni doświadczyć Miłosierdzia Bożego.

Sylwia Siwka

 

AMDG+

Drogi Księże Michale,

                             Zbierałam się długo do odpisania na Twój list, bo chociaż bardzo mi na tej odpowiedzi zależy to nie jest ona łatwą, cóż wymagania, wskazówki  jakie pojawiły się w Twoim liście są tak konkretne, tak ważne, tak jasne i tak trudne do podjęcia. Myślałam sobie, że jak już dam Ci odpowiedź , to będę miała „przechlapane” ( wybacz za może zbyt współczesne słownictwo- ale tam w niebie macie chyba jakiś kurs języka dzisiejszego, bo jak byśmy się z Wami dogadywali). No to się zbierałam, zbierałam…  Ale piszę wreszcie, choć nadal jestem przerażona, ale tez czytając ten pierwszy list kolejny raz jestem Ci coraz bardziej wdzięczna za to co napisałeś. Pewno wiesz, że ostatnio często myślę o Bożym Domu- o Kościele. Ten rok i hasło „Kościół naszym domem” zmusza mnie do zastanawiania się co to znaczy, jak to zrobić, by tak stawało się coraz pełniej. A Ty podajesz takie wskazówki co do tego poszukiwania miejsca w Królestwie Bożym. Jeszcze na teraz nie umie powiedzieć za jakimi komnatami tęskni moje serce-…. Chociaż raczej boję się tej odpowiedzi. Dlatego bardzo dziękuję Ci za dalszą część Twego listu, za ten konkret od czego zacząć – od pokuty, tej codziennej. I proszę Cię Księże Michale błogosławiony, wstawiaj się za mną „o ducha pokuty w cierpliwym znoszeniu codziennych małych krzyżyków z poddaniem się woli Bożej”. Jeszcze nie potrafię tak zadać sobie coś na cały miesiąc, aby nad tym pracować, ale w najbliższych tygodniach spróbuję i dam ci znać w następnym liście. Na tę chwilę  podzielę z Tobą postanowieniem po adwentowych dniach skupienia- codzienna modlitwa wieczorna na kolanach. Może mało, ale sam wiesz jak bywało byle jak. To się wstawiaj!  Kończę, bo niedługo napiszę znów. Mam zaległości, Twój drugi list czeka na odpowiedź, a trzeci na przeczytanie.

Nie napiszę na koniec „Szczęść Boże”, bo Tobie już jest szczęśliwie. Razem z Tobą w modlitwie za moją  grupę formacyjną- wspieraj nas. A szczególnie oczywiście polecam Ci naszego Animatora- Sujkę.

Gosia Z.

 

Bydgoszcz, 2 stycznia 2012r.

+
Jezu, ufam Tobie!

Drogi błogosławiony Michale Sopoćko,

Kiedy drugi raz z rzędu zostałeś patronem naszej grupy, pomyślałam sobie, że nie można tego roku zmarnować i koniecznie trzeba Cię bardziej poznawać. Gdyby nie listy, które otrzymałam, pewnie ten rok wyglądałby tak jak poprzedni. Jeszcze ciągle mało, ale staram się pamiętać o Tobie – patronie naszej grupy.
Pierwszy swój list zatytułowałeś „Przygotujcie grunt pod Moc z wysokości”. Przeczytałam list kilka razy w ciągu ostatnich kilku miesięcy i uświadamiam sobie jak mało z niego zaczerpnęłam. W prawdzie podkreśliłam wiele zdań, ale jak mało zostało we mnie. Piszesz: „Trzeba wziąć ducha, zaprzeć samych siebie, aby zrozumieć, czego od nędzy naszej żąda Król Miłosierdzia”, a ja o tym zapominam i tak bardzo chcę, aby wszystko łatwo przychodziło. Dalej czytam „W czym bowiem może lepiej ujawniać się doskonałość (…) jeżeli nie w naśladowaniu tego Miłosierdzia w uczynkach miłosiernych względem duszy i ciała bliźnich”, a ja ciągle na pierwszym miejscu mam siebie. „Tylko w duchu pokuty i miłości winna bowiem dojrzewać latorośl wszczepiona w winny szczep, aby przyniosła swój owoc”, a ja… Błogosławiony Michale, wiem, że bez postanowień i wymagania od siebie nie jestem w stanie temu wszystkiemu sprostać. Chcę zapamiętać „Należy przyzwyczajać się czynić wszystko nie tylko dobrze, ale z pewnym zapałem (…), a przede wszystkim czuwać pilnie nad czystością sumienia (…) W tym celu trzeba rozwijać w sobie ducha modlitwy”. Czy mi się to uda?

Polecam się Twojemu wstawiennictwu.

Iza Budna

 

Błogosławiony Księże…

Na wstępie mego listu, chciałbym Ci podziękować za to, że drugi rok z rzędu raczyłeś zostać naszym patronem. Przepraszam, że w ubiegłym roku mało interesowałem się Twoim życiem i tym co po sobie zostawiłeś, mam nadzieję, że w tym roku, z pomocą naszej szefowej Gosi uda mi się lepiej poznać Ciebie i Twoje przesłanie Miłosierdzia, chociażby dzięki listom które napisałeś, a które staramy się czytać. Trudne są dla mnie Twoje słowa, niby dla chrześcijanina, za jakiego się uważam, wszystko jest jasne, a jednak wiemy dobrze jak mi daleko od ideałów o których do sióstr i do mnie piszesz. Najbardziej utkwiły mi w pamięci Twoje słowa opisujące kościół katolicki jako królestwo Boże na ziemi: „Jest to przedziwna budowa, wsparta o niebiosa i ziemię, a łącząca w sobie świat doczesny z wiekuistością. „W domu Ojca mojego jest mieszkań wiele” powiedział Zbawiciel, mając na myśli swą Oblubienicę Kościół Powszechny, który do licznych swych krużganków wprowadza wszystkie narody, rozmaite stany, rozmieszczając je odpowiednio do zasług i zadawalając wszystkich.”, i podział ludzi na 3 kategorie, względem tego jak bardzo się starają wejść do komnat królestwa niebieskiego. Mam nadzieję że moja osoba znajdzie się kiedyś wśród tych osób, ja na pewno tego chcę, oby starczyło mi sił na przełamywanie siebie i podnoszenie się z moim mniejszych lub większych upadków

Polecam się Twojemu wstawiennictwu.

D.M.

Pages: 1 2 3 4 5 6 7



Zostaw komentarz